Przedwiosnie by ZEROMSKI STEFAN

Przedwiosnie by ZEROMSKI STEFAN

Author:ZEROMSKI STEFAN [ZEROMSKI STEFAN]
Language: pol
Format: epub
Tags: General Interest
Published: 2011-02-24T00:02:54.418000+00:00


–Ludzi bym tu chciał poznać. Własnymi oczyma zobaczyć wszystko.

Tych prostych. Chłopów, Żydów, robotników, rzemieślników, rybaków, pracowitych i urwipołciów, dobrych i złych, mądrych i głuptasów. Chciałoby mi się gadać o ich życiu. Nażyć się z nimi!

–Dziwny gust!

–Może i dziwny, ale – co robić! Taka natura. Byłbym dobrym pisarczykiem, daję pani słowo. Cały dzień bym robił, co każą. A wieczorkiem, po zachodzie słońca, gdy już wszelkie roboty będą skończone, chciałbym sobie tutaj siadywać albo tam pod lipami, patrzeć na tę wodę szeroką – szeroką, gdy ją księżyc oświeci albo gwiazdy ukażą – na tę "sekułę" – i tak sobie tutaj w samotności – matkę wspominać… Matkę wspominać… – zaśpiewał z cicha samemu sobie, jakby słuchaczki obok niego wcale nie było. Z głową podpartą na rękach patrzył na wodę. Panna Karolina przyglądała mu się spod oka z baczną uwagą. Właśnie ksiądz Anastazy i Hipolit Wielosławski ukazali się na grobli i zdążali ku tamtym dwojgu, zatopionym w milczeniu. Do objęcia przez Cezarego Barykę posady pisarza prowentowego w ekonomii' noszącej w państwie nawłockim zawołanie: Chłodek – nie doszło. Nawet nie z racji jakiejś modnej "redukcji", lecz z winy samego petenta. Cofnął swą kandydaturę.

Kiedy po raz pierwszy zgłosił się z tym projektem do Hipolita Wielosławskiego, tamten na pewien czas zaniemówił, a nawet niepowabnie osłupiał. Po pewnym dopiero czasie począł zadawać pytania: – Pisarza? Prowentowego? Pisarza? Na Chłodku! Ty!

Student uniwersytetu? Medyk? Po co? Na co? Cui bono? Cezary tłumaczył, iż przyjechał do domu przyjaciela na parę dni, a tak mu się tutaj podoba, że rad by pobyć przez czas pewien. Nie może przecie być rezydentem, "panną respektową", trzymać się pańskiej klamki baraszkując i próżnując. Nęci go – mówił – życie ludzkie, życie proste. Chciałby je poznać w sposób bezpośredni, istotny, nie z drugiej ręki, nie ze stopnia karety ani ze strzemienia magnackich rumaków. Chciałby mówić z tutejszymi ludźmi z ust do ust. Ale nie tylko mówić. Chciałby pracować ramię w ramię, skoro tu jest, gdyż nie można mówić ze spracowanym, nie pracując z nim ramię w ramię. Hipolit rozumiał ostatnie racje i przyznawał im najzupełniejszą słuszność. Ale nie rozumiał tego pomysłu mieszkania na Chłodku. Było to śmieszne, jakieś rosyjskie, do niczego niepodobne. – U nas – tłumaczył – tak nie można, bo to nasi ludzie zaraz wyśmieją. W tym jest jakaś tołstojowska czy jakaś tam poza, metoda, blaga – bo w tołstojowskich wyrzeczeniach się było bardzo wiele blagi. U nas możesz robić wszystko, co ci się żywnie podoba, ale pod jednym warunkiem: nie możesz się ośmieszać. Gdybyś ty coś takiego zrobił, ja bym stał się śmieszny w mojej parafii… Powiedz no, Czaruś: – pisarz prowentowy na Chłodku jest moim serdecznym przyjacielem… Do diabła! to pachnie kabaretem… W tym jest nieprawda. My, Polacy, jesteśmy rasą starą, która nie znosi już rosyjskich próbek, ich nieprawdy, ich odkryć i blagi. Tołstojów – tylko w duchu i w prawdzie – wydaliśmy w szesnastym wieku. Przyznajże, braciszku, że nie byłbyś prawdziwym pisarzem prowentowym, który na swój skromny kawałeczek chleba uczciwie i z trudem zarabia, tylko paniczem z miasta, który się zabawia, bałamuci



Download



Copyright Disclaimer:
This site does not store any files on its server. We only index and link to content provided by other sites. Please contact the content providers to delete copyright contents if any and email us, we'll remove relevant links or contents immediately.